5.Holoubek,

czyli klasyka pośród awangardy

„Pożytkiem aktorstwa, miarą jego godnego wypełniania będzie tylko to, co przekażemy innym” – uważał Gustaw Holoubek, dyrektor artystyczny Teatru Ateneum w latach 1996-2008.

Należał do ścisłej czołówki najwybitniejszych aktorów w Polsce. W drugiej połowie XX wieku był autorytetem dla świata sztuki i nauki. Dziś zajmuje niekwestionowane miejsce w panteonie największych indywidualności polskiego teatru. Zapewniły mu to wybitne kreacje sceniczne i filmowe, ale przede wszystkim jego niezwykle bogata osobowość artystyczna, która zaważyła o jego indywidualności.

Jan Kott, Holoubek

Czyta Janusz Łagodziński

00:00

Gustaw Holoubek w swoim gabinecie.
Fot. Marcin Dubiel
Wysoka ranga Gustawa Holoubka, który po śmierci Janusza Warmińskiego został dyrektorem artystycznym Ateneum, pozwoliła utrzymać teatrowi czołową pozycję na teatralnej mapie Warszawy.

Janusz Majcherek, Holoubek

Czytają Janusz Łagodziński i Dariusz Wnuk

00:00
8 listopada 1996 roku na Powązkach, z wojskowymi honorami i oficjalną oprawą, odprawiono uroczystości pogrzebowe Janusza Warmińskiego. W imieniu zespołu Teatru Ateneum zmarłego – w słowach niezwykłych – pożegnał właśnie Holoubek: „Teatr Ateneum nawiedziła pustka. Pustka pełna smutku i lęku. Pustka po tragicznej stracie i lęku przed przyszłością. Nie dlatego, że odszedł Dyrektor. Teatr grał wczoraj, gra dzisiaj i będzie grał jutro” mówił.

Gustaw Holoubek, Pożegnanie Janusza Warmińskiego

Czyta Grzegorz Damięcki

00:00
Holoubek jako kandydat na kolejnego dyrektora Ateneum nie miał sobie równych, ale nie jest tajemnicą, że wykazywał znaczny brak entuzjazmu dla tego zadania. Uległ pod presją nalegań, bo miał największy autorytet w zespole i – co nie mniej ważne – doskonale sprawdził się przed laty jako dyrektor stołecznego Teatru Dramatycznego. Dyrektorem naczelnym został Zbigniew Libera – zaufany człowiek Janusza Warmińskiego, dotąd jego zastępca do spraw technicznych i administracyjnych. Holoubkowi pozostało przejąć obowiązki dyrektora artystycznego; liczył, że do końca roku znajdzie się lepszy od niego kandydat. Oczywiście nikt taki się nie znalazł. Gustaw Holoubek pełnił tę funkcję do śmierci – 6 marca 2008.
Nowy dyrektor artystyczny przyjął do realizacji plany repertuarowe swojego poprzednika i obmyślał własne, ale w środowisku długo jeszcze toczyć się będą pokątne domniemania, czy teatr na Powiślu jest w przededniu rewolucji i co zrobi Holoubek. Tymczasem Holoubek nie ogłosił manifestów i nie formułował programu. Na rozmaite roszczenia względem Ateneum zareaguje w 1998 na łamach „Teatru” (1998 nr 11) w rozmowie z Januszem Majcherkiem. Zapytany o radykalne zmiany odpowie, że ich nie będzie, bo „nie ma powodu”.
Jednak uważny czytelnik mimo wszystko odczyta w nim program artystyczny Holoubka dla Ateneum. Nie bez powodu dyrektor zwróci uwagę na odrębność swojego teatru względem innych warszawskich scen:

Proj. Marcin Stajewski
Cechą, która ten teatr wyróżniała, była ilość aktorów, którzy tu przebywali. Uderzyło mnie to, gdy przeglądałem archiwum teatru. Właściwie można by powiedzieć, że niemal każdy, kto się pojawił, był w Ateneum: czasem parę miesięcy, czasem parę sezonów. Ogromna ilość świetnych aktorów przewinęła się przez ten teatr. Janusz Warmiński przywiązywał wielką wagę do jakości przedstawień. A tę jakość upatrywał w doskonałym wykonaniu. I myślę, że to, co odziedziczyliśmy po nim, to właśnie obecność doskonałego zespołu i potencjalne szanse na realizację bardzo dobrych przedstawień.

Proj. Marcin Stajewski
Mówi tam też ważne zdanie, którego pełny sens ujawni się dopiero po latach: „W obliczu trendów, które popularyzują niektórzy piszący o teatrze, nasza [Ateneum] postawa staje się niemal awangardowa”. Uzupełnienie tej myśli znajdujemy we „Wspomnieniach z niepamięci” Holoubka: „[Tradycja] jest wiedzą (…), drogowskazem dla nowych myśli, wskazówką dla twórczych wyborów”. Dla Holoubka zatem tradycja jest źródłem i drogą postępu, a kultywowanie tradycji – rozumianej jako wiedza, a nie bałwochwalcze jej uprawianie – to niezbędny składnik sztuki.

Przeglądając rejestry zrealizowanych za dyrekcji Gustawa Holoubka przedstawień w Ateneum i wypisując nazwiska reżyserów, którym powierzył konkretne sztuki, możemy wiele dowiedzieć się o dyrektorze, jego Ateneum, ale również – co może jest najciekawsze – jaką artystyczną wiarę wyznawał. Holoubek utrzymał współpracę z reżyserami, których do Ateneum zaprosił jeszcze Warmiński. Stąd kolejne udane przedstawienia stworzyli: Maciej Wojtyszko, Waldemar Śmigasiewicz, Waldemar Matuszewski, Wojciech Adamczyk.

Reżyserem współpracującym przez wiele lat z dyrektorem Holoubkiem w Ateneum będzie Krzysztof Zaleski.

To on przygotuje „Garderobianego” Harwooda na jubileusz pięćdziesięciolecia pracy artystycznej Gustawa Holoubka.

Wybraliśmy tę, a nie inną sztukę na śmieszną okazję – bo w naszym środowisku każdy jubileusz jest podszyty śmiesznością. Wybraliśmy ją, ponieważ można przez nią lepiej niż przez wszystkie okolicznościowe przemówienia, powiedzieć o wszystkim co dotyczy teatru. Kiedy publiczność zechce wysłuchać tego tekstu, dowie się, na czym polega uroda pobytu na scenie i na czym polega jego męka. Na czym polega jego tragikomizm
powie jubilat w okolicznościowej rozmowie opublikowanej w programie do przedstawienia.

Świetnie obrazuje to dystans, jaki cechował Holoubka tak do sztuki teatru, jak do samego siebie; przy jednoczesnym serio traktowaniu jednego i drugiego. Tytułową rolę w jubileuszowym przedstawieniu zagrał Marian Kociniak, a piękną i bogatą rolę Sira wziął jubilat.

Gustaw Holoubek, Ze wspomnień

Czyta Dariusz Wnuk

00:00
Zaleski wyreżyserował również m. in.: „Tak daleko, tak blisko” wg prozy Tadeusza Konwickiego, przedstawienie znów w jubileuszowej randze, tym razem z okazji siedemdziesięciolecia Ateneum. Janusz Majcherek napisał o tym przedstawieniu: „Jest w przedstawieniu Zaleskiego pół wieku Polski, ale nie ma właściwie ani rozrachunków historycznych, ani politycznych; nie ma publicystyki, o którą byłoby przecież łatwo. Wszystko rozgrywa się na znacznie głębszym piętrze pamięci, która nie może zaznać spokoju, która wciąż musi odprawiać swoje rytuały. Rzeczywistość przedstawienia, rozgrywanego w niemal pustej przestrzeni, organizuje Holoubek jak jakiś Guślarz. Przez scenę przewijają się liczne postaci, tworząc przez chwilę świetne wyraziste epizody. (…) Z bogatej obsady trzeba by [oprócz Fronczewskiego – przyp. red.] jeszcze wymienić bodaj obu Kociniaków, Matyjaszkiewicza, Michałowskiego, Witolda Wielińskiego, Annę Majcher, Annę Seniuk, Dominikę Ostałowską, właściwie wszystkich, bo wszyscy swoimi nieraz maleńkimi, scenkami (choćby wejście Mariana Glinki) budują to, złożone z kawałeczków, przypomnień, obsesji, przedstawienie, które – jak cała proza Konwickiego – oscyluje między zamierzonymi zwidami i groteską. Pięknie, wzruszająco, inteligentnie.” („Teatr” 1999 nr 5).
"Król Edyp" na planie Teatru TV.
Fot. Aneta Kielak
Interesującym przedstawieniem Zaleskiego, bo estetycznie odbiegającym od spektakli kojarzonych dotąd z Ateneum był „Rewizor” Gogola, znów połączony z jubileuszem, tym razem czterdziestolecia pracy artystycznej trojga aktorów – Jerzego Kamasa, Jana Kociniaka i Henryka Łapińskiego, ale główną rolę Horodniczego zagrał tu Krzysztof Gosztyła.

Nie ma tu ról puszczonych, każdy zasługuje na wyróżnienie, każdy ma swój mały koncercik, ale wszyscy podporządkowują się nadrzędnej myśli spektaklu. Aktorskie osiągnięcia w tym spektaklu zasługują na osobne studium, każdy bowiem z wykonawców tworzy swój własny świat, pokraczny i pokrzywiony, ale niepodobny do innego: Sylwia Zmitrowicz (natarczywa małolata), Jan Kociniak (zadowolony z siebie idiota Ziemlanika), Marian Kociniak (szczwany Sędzia), Henryk Łapiński (płochliwy Kurator), Mariusz Krzemiński (usłużny Dobczyński), Arkadiusz Nader (plotkarz Bobczyński), Marian Glinka (zwarty i zawsze gotowy do bitki Komisarz), Marek Lewandowski (jego zapijaczony zastępca), Jerzy Kamas (przebiegły Naczelnik poczty), Tadeusz Borowski (arogancki Pomagier z hotelu), Anna Wróblówna (rozhisteryzowana Wdowa) i Bohdan Ejmont (chytry jak lis Kupiec). Razem tworzą prawdziwy koncert na głupotę i strach. To trzeba zobaczyć.
pisał entuzjastycznie Tomasz Miłkowski („Trybuna” 2002 nr 43). Do tego ensemble’u dodać jeszcze trzeba Ewę Wiśniewską w roli żony Horodniczego i Adama Woronowicza (Chlestakow)

Ostatnim przedstawieniem Zaleskiego w Ateneum był kryminał „Pan inspektor przyszedł” Priestleya, grany przez Leonarda Pietraszaka, Elżbietę Starostecką, Sylwię Zmitrowicz i Tomasza Dedka.

Tomasz Zygadło wyreżyserował w Ateneum sześć przedstawień. Ogromne powodzenie miało „Odchodził mężczyzna od kobiety” Złotnikowa w wykonaniu Anny Seniuk i Jana Matyjaszkiewicza oraz „Moralność pani Dulskiej” Zapolskiej z dwójką wymienionych aktorów oraz m. in. Katarzyną Łochowską i Agatą Buzek. Premiera tego drugiego przedstawienia zgromadziła na sali śmietankę towarzyską stolicy z Premierem Jerzym Buzkiem na czele, który tego wieczoru kibicował swojej córce Agacie, debiutującej w Ateneum.

W pierwszym pięcioleciu XXI wieku zaczęły się bezpardonowe ataki mediów i części środowiska teatralnego, reprezentowanego głównie przez młodych, na Holoubka i jego teatr.

Recenzenci albo milczeli w sprawie premier, albo – jeśli reprezentowali prawicowe poglądy – pisali dobrze, gdy zaś lewicowe – źle. Większą siłę zdawali się mieć ci ostatni. Główną winą dyrektora Ateneum miało być, według adwersarzy, jego credo artystyczne, a więc teatr oparty na klasycznym poczuciu piękna, poszanowaniu tradycji i respektujący dobre rzemiosło oraz warsztat jako podstawowy warunek wykonywania zawodu. Winą Holoubka miało również być to, że jest za stary, aby pełnić funkcję dyrektora i powinien zwolnić miejsce młodszym.

Holoubek nie dawał się sprowokować. Dobrodusznie milczał, wiedząc i robiąc swoje. Nie wziął też udziału w publicznej dyskusji prowadzonej przez Romana Pawłowskiego, której temat: „Pany z Ateneum kontra Chamy z Rozmaitości” bił jawnie w jego Teatr. Najbardziej nikczemny atak miał miejsce w 2005 roku, gdy studenci m. in. Wydziału Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w ramach akcji „Transfuzja dla warszawskich scen”, zapalili pod Ateneum znicze. Tak naprawdę zamach wymierzony był wprost w Holoubka – konserwatystę i zwolennika „przestarzałej” tradycji.

Gustaw Holoubek, O przyszłości

Czyta Dariusz Wnuk

00:00
O tym, że w tymże sporze racje Holoubka wzięły górę, przekonaliśmy się wkrótce, gdy dyrektora Ateneum poproszono, by 30 listopada 2006 uświetnił swoim udziałem otwarcie Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie. Część zespołu Instytutu stanowili niedawni sympatycy „Transfuzji”. Na inaugurację Galerii Instytutu Teatralnego przygotowano (wespół z Teatrem Ateneum) wystawę (kuratorzy: Magdalena Kulesza i Krzysztof Kelm), która miała być – jak powiedział Maciej Nowak, dyrektor tej instytucji we wstępnym powitalnym przemówieniu – „wyrazem hołdu dla pokolenia naszych mistrzów”. „Jej [wystawy] bohaterem jest prawdziwy olbrzym polskiego teatru i polskiej kultury XX wieku, jeden z największych aktorów w historii polskiej sceny. Panie, Panowie – Gustaw Holoubek!”.

Ja mam coś powiedzieć? – zabrał głos Holoubek, życzliwie się uśmiechając – Jestem bardzo wzruszony i zaszczycony tym faktem dzisiejszym. Nie spodziewałem się w najbardziej śmiałych snach, że dojdzie do czegoś takiego, że ja będę uczestniczył – w tym charakterze – przy otwarciu Instytutu Teatralnego (…). Bardzo dziękuję (…) całemu zespołowi Instytutu za tak ogromne wyróżnienie mojej osoby. Jestem przekonany, że działalność tego Instytutu zacznie służyć tej potrzebie, która rysuje się od dobrych paru lat, mianowicie zanotowania charakteru i postaci teatru polskiego, tego czym on jest w porównaniu ze skalą dawną i tym, co się dzisiaj wydarzyło i co się wydarzyło w ostatnim czasie.

Przeciwstawienie teatru Holoubka teatrowi młodych wydaje się być sztucznie wykreowane. Sam Holoubek wielokrotnie powtarzał, że nie uznaje podziału na starych i młodych. Uważał to za nienaturalne i z gruntu fałszywe. Jedynym podziałem, który proponował był ten na ludzi wrażliwych i wrażliwości pozbawionych.

Dyrektor z satysfakcją umożliwiał sceniczne debiuty i wstępowanie do zawodu.

Wiele z takich prób było nad wyraz udanych, by wspomnieć tylko kilka nazwisk – Agnieszka Glińska (rewelacyjne „Opowieści Lasku Wiedeńskiego” O. von Horvátha), Tomasz Konina („Wujaszek Wania” Czechowa, do tej realizacji młody reżyser osobiście musiał przekonać pierwszorzędnych aktorów Ateneum), Sebastian Chondrokostas („Zatrudnimy starego clowna” M. Visnieca z trojgiem wybornych aktorów: Janem Matyjaszkiewiczem, Janem Kociniakiem i Arturem Barcisiem), Ewelina Pietrowiak (m. in.: bardzo dobre „Pokojówki” Geneta, z wybitną rolą Ewy Wiśniewskiej).
Wspomnieć należy też o młodzieży aktorskiej, która debiutowała w Ateneum m. in.: Magdalena Wójcik, Bartosz Opania, Agnieszka Warchulska, Sylwia Zmitrowicz, Agata Buzek, Dominika Ostałowska, Małgorzata Socha, Wojciech Solarz, Dariusz Wnuk, Joanna Pokojska. Niektórzy zostaną w Teatrze na dłużej, niektórzy zasilą zespoły innych scen.
W Ateneum Holoubka nie było demokracji, ale była hierarchia. Młodzi uczyli się zawodu od starszych kolegów. Mistrzami byli np. Ewa Wiśniewska, Magdalena Zawadzka, Piotr Fronczewski, Jerzy Kamas, Marian i Jan Kociniakowie, Leonard Pietraszak.
Z bogatej galerii reżyserów, których dyrektor zaprosił do współpracy, wymienić należy jeszcze, co najmniej, kilka nazwisk – Barbarę Sass, która stworzyła ciekawe inscenizacje „Zbrodni i kary” Dostojewskiego, „Madame de Sade” Mishimy i „Powrót do domu” Pintera; Kazimierza Kutza, który główną rolę Micka w „Czaszce z Connemary” powierzył Janowi Kociniakowi (która okazała się bodajże najlepszą rolą aktora w jego bogatej i różnorodnej karierze scenicznej, dającą nadzieję na kolejne kreacje, ale los sprawił, że była ostatnią; aktor wkrótce zmarł); Wojciecha Adamczyka – reżysera „Libertyna”, „Kolacji dla głupca”, „Dwojga na huśtawce”, „Frédérick, czyli bulwar zbrodni”, „Demonów”. Pomocą reżyserską dla dyrektora był w tym czasie Marcin Sosnowski, który – jak niegdyś Zdzisław Tobiasz u dyrektora Warmińskiego – spełniał mniejsze zadania reżyserskie, głównie na kameralnych scenach.
Najpoważniejszą odpowiedzią Gustawa Holoubka na ataki o konserwatyzm była jubileuszowa realizacja „Króla Edypa” Sofoklesa, przygotowana przezeń w 2004 na siedemdziesięciopięciolecie Ateneum. „«Król Edyp» to jest moja odpowiedź Jarzynie i wszystkim tym, którzy posądzają nas o wstecznictwo, akademizm i mieszczaństwo. Ja nie odstąpię od tej estetyki, od wiary w pewne wartości. Nie można na scenie kopulować, bawić się cudzymi jądrami, nie można się obnażać, bo to jest wbrew – nie moralności – wbrew naturze teatru”. „Król Edyp” doskonale demonstrował głoszone przez Holoubka tezy. Z okazji jubileuszu dyrektor wygłosił ważny referat, które było potwierdzeniem jego artystycznego credo.
Podczas teatralnej wigilii w 2007 roku dyrektor ogłosił repertuarową rewelację, bowiem najbliższy 2008 miał być rokiem osiemdziesięciolecia Ateneum. Planowano przygotować II i IV cz. „Dziadów” Mickiewicza w wersji rapsodycznej. Nad adaptacją pracował Marcin Sosnowski, a o współpracę reżyserską poproszono Tomasza Zygadłę. W przedstawieniu miał wziąć udział niemal cały zespół teatru, a największe szanse na zagranie roli Gustawa Konrada miał Dariusz Wnuk.

Los zaprzepaścił te i inne obiecujące plany. Gustaw Holoubek zmarł w nocy z 5 na 6 marca 2008. Ateneum – po dwunastu latach – znów czekała niepewna przyszłość.

W trakcie uroczystości pogrzebowych dyrektora Holoubka pożegnał Jego uczeń i wielki przyjaciel Piotr Fronczewski:

Cóż można powiedzieć, Panie Gustawie, czego by jeszcze w tych ostatnich dniach nie powiedziano? Powiedziano słowa ważne, mądre, wzniosłe i uroczyste. Teatr Ateneum nawiedziła pustka. Tak powiedziałeś, kiedy żegnaliśmy dyrektora Janusza Warmińskiego. Dziś mamy wrażenie, że ta pustka stała się bezbrzeżna i nie do zniesienia. Także paradoksalna, bo pełno Ciebie w teatrze na Jaracza. W garderobach, w gabinecie, przy stoliku do gry w kości, na scenie, w pauzie, kiedy oczekujemy na kwestię kolegi. 

Co może ktoś mniejszy powiedzieć o kimś większym? Wielkim i ogromnym. Według mnie aktorstwo to sprawa osobista, to swoisty dowód tożsamości. A teatr to dom prawdy. Odwiedzamy ten dom w nadziei, że dowiemy się prawdy. Dowiemy się, co znaczy męstwo, odwaga, honor, miłość, poświęcenie, ale i podłość, i kłamstwo, i tchórzostwo, nienawiść i brak odpowiedzialności. Aby to wyrazić, potrzeba słowa. Byłeś i pozostaniesz wielkim depozytariuszem tajemnicy słowa. Wiemy o tym. Było Twoim narzędziem i budulcem, a mały teatr nad Wisłą był Twoim schronieniem, ponieważ nie oszczędzono Ci brutalnych zaczepek, słów krytyki, zachowań niegodnych wobec Ciebie. 

(…) Pozostawiasz nas w czasach kryzysu słowa. W czasach, kiedy człowiek zastanawia się nad boskością Chrystusa, mówi o bogu urojonym, próbuje przypisać historii kłamstwo i blef, a o miłości mówi jak o przedmiocie ewolucji, podobnej skrzydłom u ptaków i płetwom u ryb. Zastanawiamy się, czy przypadkiem nie zostaliśmy bezmyślnie rzuceni z nicości w nicość.

Gustaw Holoubek, Powołać do życia iluzję

Czyta Magdalena Zawadzka

00:00
strona główna
następna strona – 6. Po Holoubku... aż do dziś
Redakcja: Aneta Kielak-Dudzik, Tadeusz Nyczek
Wybór i układ materiałów audio i foto: Aneta Kielak-Dudzik
Opracowanie muzyczne: Wojciech Borkowski
Realizacja dźwięku: Marcin Czekała, Grzegorz Sęp-Szafrański
Koordynacja: Małgorzata Mostek
Logo MKIDN
Fotografie, jeżeli nie podano inaczej, pochodzą z archiwum Teatru Ateneum i wydawnictwa "Ateneum 90". Teatr dołożył starań, aby określić autorstwo wszystkich zdjęć. Nie zawsze było to możliwe. Jeżeli ktoś jest w stanie wykazać mylną atrybucję lub pominięcie, Teatr prosi o kontakt.
W ilustracji muzycznej nagrań audio skorzystano z utworu: „Warszawa w czasach mojego debiutu” /sł. Wojciech Młynarski, muz. Wojciech Borkowski, śpiewa Michał Bajor/. Licencję na jego wykorzystanie wydało Stowarzyszenie Autorów ZAiKS.
Kopiowanie i rozpowszechnianie zawartych treści bez zgody Teatru jest niedozwolone.
projekt i wykonanie:Logo studio FNC