8.Raz na wozie,

raz pod wozem

Historia żadnego teatru nie jest tylko pasmem sukcesów. Cóż dopiero taki teatr jak Ateneum, który przekroczył dziewięćdziesiątkę. A gdyby tak – opowiadając historię – pójść tropem przeciwnym? Podjąć próbę zaznaczenia na historycznym szlaku Ateneum innych istotnych kontekstów, które także były rzeczywistą scenografią do działalności artystycznej?

Spróbujmy zatem rozłożyć historię Ateneum na fragmenty, a spośród nich wybrać kilka charakterystycznych punktów, które pokazują, że historia Ateneum to też opowieść o niestrudzonym (i ze zmiennym szczęściem), wytrwałym (mimo wszystko) pokonywaniu kłopotów i niesprzyjających zbiegów okoliczności. Nierzadko ucieczka od pecha.

29 października 1929 roku, a więc niemal dokładnie rok po otwarciu Teatru Ateneum, w Stanach Zjednoczonych rozpoczął się wielki kryzys ekonomiczny. Jego skutki w piorunującym tempie dotknęły cały świat.

Dotarł on również do „Paryża Północy”, czyli Warszawy. Kulminacyjny moment tego kryzysu w Polsce przypadł na 1931 rok. Krach gospodarczy miał swoje konsekwencje również dla teatrów – szybki wzrost bezrobocia bynajmniej nie zachęcał do wydawania pieniędzy na wizytę w teatrze. Nie bez znaczenia był także fakt, że sytuacja gospodarcza w kraju pociągnęła za sobą również zaostrzenie społecznych konfliktów, które co prawda od lat dawały o sobie znać, ale podsycane konsekwencjami kryzysu tylko rosły w siłę. Największe problemy pojawiły się w relacjach z mniejszościami narodowymi. Ucierpiały te polsko-ukraińskie, a prawicowi nacjonaliści z sukcesem reżyserowali bojkot żydowskich kupców.
Na inaugurację Jaraczowej dyrekcji wybrano „Zemstę” Fredry. Atmosfera nie sprzyjała pracy artystycznej. „Dokoła było ciężko i posępnie. Załamuje się wytwórczość, bezrobocie obejmuje znaczne obszary, dają znać o sobie strajki okupacyjne, następuje zubożenie inteligencji” – relacjonował świadek tamtego czasu, Henryk Szletyński. Jedenaście dni przed premierą „Zemsty” rozegrała się w Warszawie „krwawa niedziela”. Na terenie Doliny Szwajcarskiej odbył się wielki wiec ludowy. Padały okrzyki „Precz z faszyzmem!”. Gdy pochód ruszył w kierunku Nowego Światu, zablokowała go policja. Byli zabici, przeszło sto osób rannych.
W 1932 roku Ateneum wprowadziło do repertuaru głośne przedstawienie „Krzyczcie, Chiny!” Carla Zuckmayera w inscenizacji Leona Schillera (wszedł do spółki z Jaraczem do kierownictwa Ateneum). Przedstawienie celnie uderzało w aktualną sytuację polityczną w świecie i – jak to ujął Henryk Szletyński – „naprowadzało myśli na niektóre bolesne wydarzenia krajowe”. Doszło nawet do tego, że policja swoimi sposobami próbowała zablokować sukces frekwencyjny przedstawienia. „Co wieczór u wyjścia z gmachu Teatru ustawiano busy policyjne. Sprawnie chwytano wychodzących po spektaklu mężczyzn i odwożono do komisariatu. Tam ich legitymowano, a zabrawszy szelki i podwiązki zamykano w areszcie, z którego wypuszczano o godzinie siódmej nad ranem” – relacjonował Szletyński.

Gdy w 1935 roku Stefan Jaracz obejmował swoją drugą dyrekcję w Ateneum (po pierwszej z lat 1930-33), angażując w teatralny projekt wszystkie swoje prywatne oszczędności, kryzys był już w odwrocie, ale przecież nie udało się zniwelować wielu jego skutków. Szczęśliwie teatr zdobył wcześniej sympatię i popularność. Notował dobrą frekwencję przynoszącą należyte dochody.

Nie ulega jednak wątpliwości, że trzeba wytrwałego idealisty, by wierzyć w sens uprawiania sztuki scenicznej w tak niepewnych czasach. Stefan Jaracz nim był. W swojej barwnej osobowości łączył zarówno cechy marzyciela, co buntownika. W przededniu zbliżającej się wojny, o której wówczas mało kto jeszcze myślał, Ateneum nie mogło wyśnić sobie lepszego szefa.
Wybuch II wojny światowej przerwał nie tylko próby do niemal gotowej premiery „Żeglarza” Jerzego Szaniawskiego z Jaraczem w głównej roli, ale też chlubną pięcioletnią dyrekcję sławnego aktora w Ateneum. Celnie napisano w jednej z recenzji, że „więcej w Ateneum Jaracz zrobić nie mógł”. Pierwsze wrześniowe dni, a jednocześnie ostatnie w historii przedwojennego Ateneum Stefan Jaracz opisał w swoich wspomnieniach.

S. Jaracz "We wrześniu 1939..."

czyta Grzegorz Damięcki

00:00

Socrealizm to podporządkowany polityce kierunek w sztuce i prowadzony według konkretnych dyrektyw sposób twórczej pracy.

Żądano maksymalnego realizmu, ale w istocie chodziło o rzeczywistość zideologizowaną w wariancie czarno-białym, „słusznym” i „niesłusznym”. Z założenia miał to być teatr dla mas, które należało „właściwie ukierunkować”. Do połowy lat 50-tych socrealizm był dyrektywą dla teatrów obowiązkową, co oczywiście dotyczyło również Ateneum (hucznie otwartego 22 lipca 1951 roku). Doktrynalny socrealizm wszędzie zwiastował klęskę artystyczną; nie ominęła ona i Ateneum. Zaiste pecha miał młody aktor i reżyser Janusz Warmiński, którego powołano na pierwszego dyrektora (był nim do roku 1958). Historyk teatru Jarosław Komorowski trafnie stwierdził, że pod względem artystycznym nic ważnego dla dziejów tej sceny wówczas nie powstało; historyczne czasy świetności miały dopiero nadejść wraz z drugą dyrekcją Warmińskiego, po roku 1960.
Wymazać jednak tego okresu z dziejów Ateneum nie sposób. Młody teatr pod kierownictwem artystycznym 30-letniego idealisty próbował utrzymać się na teatralnej mapie Warszawy, ze zmiennym szczęściem grając na przemian współczesne sztuki socrealistyczne i melodramaty. Warto wspomnieć o jednej premierze z tego okresu, a mianowicie „Neapolu mieście milionerów” Eduardo de Filippo w reżyserii Warmińskiego. Sztuka ta przyniosła bowiem młodemu dyrektorowi pierwszy sukces frekwencyjny i… okładkę w „Przekroju”.

Dziś lata 50-te w dziejach Ateneum to raczej temat przekazywanych z pokolenia na pokolenie kolejnych Ateneńczyków smacznych anegdot o tych ponurych przecież czasach, gdy Warszawa podnosiła się z gruzów, a lud pracujący przybywał do stolicy na zorganizowane dla nich spektakle. Opowiadano na przykład, jak to szatnia w teatrze wypełniona bywała nie tylko paltami widzów, ale również wannami żeliwnymi i innymi sprawunkami, których lud polski dokonywał przy okazji pobytu w stolicy, a potem przynosił ze sobą do teatru. Zmęczeni tymi życiowymi zabiegami ludzie nierzadko zasypiali na widowni już chwilę po wygaszeniu świateł…

Wprowadzony 13 grudnia 1981 roku stan wojenny skutkował dla Ateneum – tak jak dla wszystkich innych teatrów w kraju – zatrzymaniem działalności artystycznej.

Przerwano w trakcie prób generalnych przygotowania do premiery „Samobójcy” Nikołaja Erdmana w reżyserii Andrzeja Rozhina. Nie można było grać przedstawień, ale przecież można było aktywnie działać na rzecz środowiska artystycznego.

Warto przywołać kilka faktów, które nastąpiły w Ateneum wkrótce po ogłoszeniu stanu wyjątkowego. Dyrektor rzucił legitymacją partyjną, teatr udostępnił swoją siedzibę zdelegalizowanym stowarzyszeniom – Związkowi Artystów Scen Polskich i Związkowi Literatów Polskich, a z racji obecności Warmińskiego w strukturach kierowniczych Międzynarodowego Instytutu Teatralnego (ITI), Ateneum włączyło się w koordynację działań na rzecz światowej pomocy dla teatrów w całym kraju. Okaże się bowiem, że gdy po kilku miesiącach przestoju teatry wznowią działalność, brakować będzie praktycznie wszystkiego: tkanin na kostiumy sceniczne, guzików, szminek, baterii do sprzętu technicznego, żarówek, farb do tkanin…

Janusz Warmiński, Teatr - obrońcą pokoju i godności człowieka

czyta Ewa Telega

00:00
Jedną z najważniejszych premier całej dekady lat 80-tych był „Hamlet” Szekspira (premiera 30 IV 1983), wyreżyserowany przez Janusza Warmińskiego według nowatorskiego przekładu Jerzego S. Sito.

„Hamlet” Warmińskiego i Sito przemawia znajomym nam językiem niepokoju, rozdarcia, niepewności, pełnym rozdrażnienia i gwałtowności, i obawy. Nie idzie o akcesoria, to sprawa drugorzędna. W tekście polskim spotykamy umyślne przybliżenia do języka mówionego dzisiaj, a nawet do sformułowań pojęciowych w czasach Szekspira nie używanych. Ale jakiż polski Hamlet kiedykolwiek mówił językiem początków szesnastego wieku?

Czytamy w recenzji Stefana Treugutta w „Teatrze”.

I jeżeli, jak rozumiem, nacisk czasu formował zamysł reżysera i tego zamysłu realizację, to, sumując wrażenie ogólne, pragnę wyrazić opinię, że inscenizacja Warmińskiego w Ateneum jest wybitnym – acz w ważnym punkcie pękniętym, niepełnym – przykładem, w jaki to sposób każda premiera «Hamleta» odbija swój czas, jest lustrem albo, słuszniej by to należało określić, bo lustro odbija zewnętrzność, jest głębokim nasłuchem wewnętrznego tętna naszego życia.

W historii Europy Wschodniej odzyskanie przez Polskę niepodległości miało decydujące znaczenie. W tej walce w wolność teatr odegrał istotną rolę.

Wypowiadał się repertuarowo, ale też postawą wielu przedstawicieli środowisk artystycznych, którzy praktycznymi działaniami wspierali opozycję. Wolność, która przez pozostawała w sferze marzeń, teraz stała się faktem. Jednak podobnie jak Polska, która musiała zorganizować się na nowo w demokratycznej rzeczywistości, tak i teatr ulec musiał niezbędnej reorganizacji.

Transformacja dokonywała się zarówno w dziedzinie dominujących estetyk scenicznych, jak też uwarunkowań prawnych, które na nowo regulowały finansowanie i zarządzanie kulturą. W „nowe czasy” Ateneum szczęśliwie weszło prowadzone przez doświadczonego Janusza Warmińskiego. Trwałość jego dyrekcji zaasekurowała bolesne konsekwencje transformacji, ale nie mogła ich zupełnie wyeliminować. Przede wszystkim świat stawał się dla widzów nierównie atrakcyjniejszy od teatru. Metafory i polityczne aluzje straciły siłę i sens. Znawcy przedmiotu twierdzą, że lata 90-te były szczególnie trudne na polskiego teatru, co skutkowało jego nijakim charakterem. Wraz ze śmiercią Janusza Warmińskiego w 1996 roku zakończył się blisko półwieczny rozdział słusznie nazywany „okresem powojennym” Ateneum, okresem sławy i chwały, którego spoiwem była właśnie długowieczna dyrekcja Warmińskiego.

Kolejnym dyrektorem został Gustaw Holoubek, który w referacie pt. „Otworzyć zatrzaśnięte drzwi”, przygotowanym z okazji 75-lecia Teatru Ateneum obchodzonego w 2003 roku, wypunktował problemy epoki PRL i późniejszej transformacji ustroju w Polsce oraz znaczenie tych procesów dla kondycji człowieka i teatru w Polsce.

G. Holoubek „Otworzyć zatrzaśnięte drzwi”

czyta Krzysztof Gosztyła

00:00

Pandemia koronawirusa, która zawładnęła światem w 2020 roku, pokrzyżowała również plany Teatru Ateneum. Nie doszło do planowanej w marcu premiery „Kwartetu” połączonej w otwarciem nowej Sceny 20. Stało się to możliwe dopiero pół roku później, 3 października.

Świat sztuk widowiskowych od wiosny tego roku znalazł się, jak wszystko, w poważnym kryzysie. W momencie, gdy powstawał ten tekst, w połowie października, na widowniach w Polsce mogło być tylko 25% publiczności, teatry odwoływały zaplanowane przedstawienia z powodu zachorowań albo kwarantann członków zespołów artystycznych i technicznych. Nowojorski Broadway policzył straty i według ostatnich doniesień pozostanie zamknięty do końca maja 2021, chociaż w progu pandemii prognozowano, że przerwa potrwa do stycznia.
Więcej jest zatem pytań niż odpowiedzi. Jedni czekają aż medycyna pokona wirusa. Inni zastanawiają się, jak nauczyć się z nim żyć. Czy możliwy będzie teatr bez maseczek i społecznego dystansu? Jak mocno w doświadczeniu współczesnego człowieka odbije się ta epidemia i jakie stanowisko względem tego faktu zajmie teatr? A może na długie lata skazani będziemy na teatr on-line, czyli zniknie podstawowy dotąd wyznacznik sztuki teatru, polegający na żywym kontakcie widza ze sceną?

Okładka (wg projektu Sławomira Iwańskiego) albumu wydanego z okazji jubileuszu Ateneum. Wydawnictwo mieści bogaty zbiór fotografii (część z nich publikujemy w niniejszej prezentacji), teksty o historii naszego Teatru i spis premier 1928-2018
Zatem raz na wozie, raz pod wozem. Teatrowi Ateneum wielokrotnie udawało pokonać przejściowe kłopoty a nawet dziejowe tragedie. Może dlatego, że skutecznie czuwa nad nim ów specyficzny duch opiekuńczy, bez którego nie obejdzie się żaden teatr. To nieustanne siłowanie się z trudnym światem wpisane bowiem zostało niejako w naturę Ateneum, wyryte już u zarania tego teatru w drewnie nad oknem sceny frazą Norwidowską: „I będę mocny, jak to co zdobędę!”.

Dziś, w czasie epidemii, tylko szaleńcy mogliby kreślić dalekosiężne plany. Ateneum ma wymierne marzenia, chciałoby dobiec do setki, a ten jubileusz świętować w wyremontowanej siedzibie w budynku przy Jaracza. A potem – jak napisał Wojciech Młynarski w testamencie dla dyrektora Warmińskiego – „nadal grać pięknie / i śmierć i życie / i wszystko co zagrać należy”. I aby to wykonać – „spieszyć się powoli”.
strona główna
Redakcja: Aneta Kielak-Dudzik, Tadeusz Nyczek
Wybór i układ materiałów audio i foto: Aneta Kielak-Dudzik
Opracowanie muzyczne: Wojciech Borkowski
Realizacja dźwięku: Marcin Czekała, Grzegorz Sęp-Szafrański
Koordynacja: Małgorzata Mostek
Logo MKIDN
Fotografie, jeżeli nie podano inaczej, pochodzą z archiwum Teatru Ateneum i wydawnictwa "Ateneum 90". Teatr dołożył starań, aby określić autorstwo wszystkich zdjęć. Nie zawsze było to możliwe. Jeżeli ktoś jest w stanie wykazać mylną atrybucję lub pominięcie, Teatr prosi o kontakt.
W ilustracji muzycznej nagrań audio skorzystano z utworu: „Warszawa w czasach mojego debiutu” /sł. Wojciech Młynarski, muz. Wojciech Borkowski, śpiewa Michał Bajor/. Licencję na jego wykorzystanie wydało Stowarzyszenie Autorów ZAiKS.
Kopiowanie i rozpowszechnianie zawartych treści bez zgody Teatru jest niedozwolone.
projekt i wykonanie:Logo studio FNC